Antoni Piechniczek

Ten Stadion stał się legendą za naszego życia

Wielkie stadiony piłkarskie są odzwierciedleniem wielu cech społeczeństw, które je budowały. Zbudowany w latach 50. ubiegłego wieku Stadion Śląski jest i był areną, na której grali najwybitniejsi piłkarze świata z różnych pokoleń.

To tu na przestrzeni 32 lat sześciokrotnie awansowaliśmy do finałów mistrzostw świata w piłce nożnej, zaznaczając liczącymi się wynikami swoją obecność w rodzinie FIFA. Ile razy stadion ten był miejscem wydarzeń sportowych, dających olbrzymią satysfakcję zagorzałym kibicom i tym od „święta”, trudno policzyć. Krótko mówiąc Stadion ten stał się legendą za naszego życia.

Miałem to szczęście, że urodziłem się i wychowałem w bliskim sąsiedztwie tego Stadionu. Co prawda moim ukochanym klubem był Ruch Chorzów, a najczęściej odwiedzanym stadionem był ten przy ulicy Cichej, ale przez monumentalność budowy i klasę grających tu piłkarzy wyczuwało się, że powstało tu coś niezwykłego.

Swój pierwszy liczący się sukces sportowy odniosłem jako piłkarz MKS-u Zryw Chorzów zdobywając na Stadionie Śląskim mistrzostwo Polski juniorów. Potem wielokrotnie występowałem na tym stadionie jako zawodnik Ruchu – tak w meczach ligowych jak i w europejskich pucharach. Jednak największe przeżycia osobiste wiążą się z eliminacjami do mistrzostw świata naszej reprezentacji, której byłem trenerem. Nigdy nie przypuszczałem, że kibicując naszej drużynie narodowej prowadzonej przez Michała Matyasa, Ryszarda Koncewicza, Kazimierza Górskiego, Jacka Gmocha, Ryszarda Kuleszę zostanę ich następcą. 
Już jako dojrzały młodzieniec z dyplomem AWF-u w kieszeni zastanawiałem się co składa się na klasę Bobby’ego Charltona, Johana Cruyffa, Franza Beckenbauera i wielu innych wybitnych piłkarzy, których oglądałem na Stadionie Śląskim.

Największym przeżyciem był dla mnie mecz z NRD rozgrywany w eliminacjach przed mistrzostwami świata Hiszpania’82. Niemcy z NRD byli wtedy potęgą sportową, a za ich wynikami kryła się nauka, magia i tajemniczość. Takiego przeciwnika trzeba doceniać, tymn bardziej że wielokrotnie z nim przegrywaliśmy. Zwycięstwo jakie odnieśliśmy po bramce Andrzeja Buncola otwarło nam drogę na piłkarski Olimp. Nie był to przypadek a zamysł trenera, który ściągnął z Lokeren - Latę, Tomaszewskiego z Alicante i zaufał debiutantom – Buncolowi i Jałosze. To intuicja Laty podpowiedziała Buncolowi: „Idź na bliższy słupek” po czym padła bramka, która była wszystkim.
Opisuję to zdarzenie, bo takiej reżyserii losu wielu piłkarzy i trenerów legenda Stadionu Śląskiego zawiera bez liku.

Czy mimo tej bogatej, sportowej historii EURO 2012 „dojedzie” na Stadion Śląski, to na nieszczęście leży w gestii polityków, a nie ludzi sportu…


Antoni Piechniczek (ur. 3 maja 1942) – polski trener piłkarski, szkoleniowiec reprezentacji Polski, polityk, od 2007 senator VII kadencji, od 2008 wiceprezes PZPN.

Karierę piłkarską zaczynał w Zrywie Chorzów, następnie grał w Naprzodzie Lipiny (1960-1961), Legii Warszawa (1961-1965), Ruchu Chorzów (1965-1972) i francuskim Chateauroux (1972-1973). Rozegrał 3 mecze w reprezentacji Polski (1967-1969).

Jako trener pracował w BKS Bielsko-Biała, Odrze Opole, Ruchu Chorzów, Górniku Zabrze oraz w klubach zagranicznych: Al-Rayyan Ad-Dauha w Katarze, Al-Shabbab, Al-Whda i Al-Nasr w Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz Esperance Tunis w Tunezji. W 1987 zdobył Mistrzostwo Polski z Górnikiem Zabrze.

W końcu grudnia 1980 został powołany na stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski. Wywalczył awans do mistrzostw świata w Hiszpanii w 1982, na których drużyna narodowa zajęła trzecie miejsce. Wywalczył również awans do Mistrzostw Świata w Meksyku w 1986, gdzie reprezentacja Polski odpadła w 1/8 finału. Złożył dymisję w czerwcu 1986. Ponownie objął funkcję selekcjonera reprezentacji w maju 1996. Nie udało mu się jednak wywalczyć awansu do Mistrzostw Świata we Francji. Podał się do dymisji 7 czerwca 1997. Pracował również jako selekcjoner reprezentacji Tunezji (udział w Igrzyskach Olimpijskich w Seulu – 1988) oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich.